Akcja „Kośba”

„Kośba” to kryptonim akcji wymierzonej przeciwko szczególnie niebezpiecznym donosicielom, zagrażającym strukturom Polskiego Państwa Podziemnego i skazanym przez Wojskowy Sąd Specjalny na karę śmierci. Natomiast likwidowanie funkcjonariuszy okupanta nie podlegało jurysdykcji sądownictwa podziemnego, ale było wykonywane z rozkazu dowództwa Armii Krajowej w ramach walki z niemieckim okupantem.

Jedną z takich decyzji był zamach na szefa referatu Gestapo do spraw walki z polskim ruchem wolnościowym Friedricha Pottebauma oraz jego tłumacza, Volksdeutscha Hansa Flaschke. Zakres informacji o działalności rzeszowskiego podziemia, jakimi dysponowało Gestapo na początku 1944 r., groził bliskim rozpracowaniem struktur organizacyjnych AK. Plan akcji, zatwierdzony przez Inspektora Łukasza Cieplińskiego, przygotowany został w Komendzie Obwodu rzeszowskiego AK pod nadzorem Józefa Jedynaka ps. „Jot”, zastępcy oficera dywersji Obwodu. Kilkumiesięczną obserwację obu gestapowców prowadził, kierowany przez Józefa Króla ps. „Krzywy”, wywiad Inspektoratu, a także, indywidualnie, oficer bezpieczeństwa i informacji Stanisław Majcher ps. „Karaś”.

Rozkaz zorganizowania bojówki otrzymał Stanisław Szczepański ps. „Tkacz”, dowódca III Plutonu Krasne-Malawa, któremu podlegała również grupa dywersyjna Placówki w sile 12 żołnierzy. Trzech z nich zgłosiło się na ochotnika do wykonania zadania, którego wtedy jeszcze nie znali. Byli to: Władysław Leja ps. „Trznadel”, Henryk Kunysz ps. „Szczygieł” i Władysław Skubisz ps. „Pingwin” – wszyscy z Krasnego. Wraz z dwoma żołnierzami z Borku Starego, którzy mieli ich ubezpieczać, oczekiwali na szczegóły akcji w mieszkaniu Michała Początka przy ul. Berka Joselewicza.

Jadący 25 maja 1944 r. odkrytą dorożką Pottebaum i Flaschke zostali zauważeni przez „Karasia”, który przekazał tę wiadomość Michałowi Beresiowi ps. „Bem”. Ten ustalił, dokąd udali się gestapowcy i w którym miejscu można ich zaskoczyć. Atak nastąpił na zakręcie ulicy Batorego, gdzie „Trznadel” zatrzymał dorożkę, płosząc konie. W szybkiej wymianie ognia zginęli obaj pasażerowie oraz ukraiński woźnica, niejaki Petrowicz. Bojówka rozpoczęła odwrót, jednak nie przebiegał on zgodnie z planem, gdyż żołnierze niemieccy z pobliskich koszar i policjanci kolejowi zaczęli strzelać do wycofujących się akowców. „Szczygieł” i „Pingwin” przedostali się dalej na Staromieście, a „Trznadel” wraz z „Bemem” ruszyli w kierunku Bud. Niestety, wkrótce stracili się z oczu, gdyż „Trznadel”, raniony w brzuch, musiał zaszyć się wśród zabudowań. Osaczony przez Niemców, walczył do końca, a ostatni granat pozostawił dla siebie.

Niemcom nie udało się ustalić nazwiska poległego akowca, chociaż wystawili jego ciało do rozpoznania przez mieszkańców Rzeszowa i okolic. Nie odważyli się też na bezpośrednią akcję odwetową w mieście, jednak dwa dni później, 27 maja, wywieźli z więzienia na Zamku 38 więźniów i rozstrzelali ich w Lasach Głogowskich. Taka była cena za ocalenie rzeszowskich struktur Armii Krajowej i uratowanie od aresztowania wielu jej żołnierzy.

Tragiczny epilog tej brawurowej akcji, porównywanej z zamachem na kata Warszawy Franza Kutscherę, stanowi wyrok Wojennego Trybunału 1. Frontu Ukraińskiego, który w październiku 1944 r. – wraz z Sądem Wojennym PKWN – skazał na śmierć Władysława Skubisza ps. „Pingwin”, uwięzionego przez Sowietów na rzeszowskim Zamku. Przygotowana pod dowództwem Łukasza Cieplińskiego próba rozbicia więzienia nie powiodła się. „Pingwin” został stracony, podobnie jak wielu innych żołnierzy Polski Niepodległej.

Write a comment

Dodaj komentarz